środa, 19 października 2011

"Władza utajnia skażenie" - artykuł z 2003 r.

"Kulisy" nr 37/2003, 2. września 2003
JOANNA KRUPA 

Pół miliona osób z Kotliny Jeleniogórskiej codziennie wdycha promieniotwórczy radon. Lokalne władze utajniają dane, twierdząc, że wszystko jest pod kontrolą. 
To miało być rutynowe postępowanie. Analiza danych i historii choroby mężczyzny, który mieszkał i pracował w pobliżu Jeleniej Góry. W średnim wieku zmarł na chłoniaka (nowotwór węzłów chłonnych). Była to jedna z wielu analiz, którymi zajmuje się
profesor Cezary Szczylik, konsultant ds. onkologii ze Szpitala Wojskowego przy ulicy Szaserów w Warszawie. 

Profesor nie spodziewał się, że właśnie ta analiza pozwoli wykryć śmiertelne zagrożenie, jakie dotyka całą Kotlinę Jeleniogórską. Badania jakości wody w tym regionie przesłane z Państwowego Zakładu Higieny sprawiły, że profesorowi włos się zjeżył na głowie z przerażenia. Okazało się, że w całej kotlinie, w niemal wszystkich miejscowościach stężenie radonu w wodzie pitnej przekracza dopuszczalne na świecie wskaźniki.  


Jak po Czarnobylu 
- Patrzyłem na te badania i nie wierzyłem własnym oczom. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. I najgorsze, że badania były prowadzone wyrywkowo, na łapu-capu, co wskazuje, że stały monitoring po prostu nie istnieje. A trzeba podkreślić, że nie mamy do czynienia z byle zanieczyszczeniem, lecz z groźnym, radioaktywnym gazem. I chociaż nie czuć go ani nie widać - destruktywnie wpływa na żywe organizmy - alarmuje profesor Szczylik. 
Badania we Francji wykazały, że radon zwiększa zachorowalność na białaczkę. Odpowiada za 27 procent zachorowań na ten nowotwór. 
 Jeszcze większy szok profesor przeżył, gdy okazało się, że ani odpowiednie służby epidemiologiczne ani lokalne władze, ani nawet autorzy badań z PZH, nie uważają tych wyników za coś niepokojącego. Wręcz przeciwnie, wychodzą z założenia, że są czymś zupełnie naturalnym. 
Część lekarzy zgodnie uważa, że takie podejście przypomina wypisz-wymaluj sytuację po awarii w Czarnobylu. Wtedy też zapewniano, że żadnego zagrożenia nie ma i zalecano ograniczanie spacerów. Teraz władze zalecają ograniczanie palenia papierosów. Radon kumuluje się bowiem na cząsteczkach nikotyny, wnikając prosto do płuc. Ale to za mało, żeby ustrzec się przed promieniowaniem. 
W latach 50. i 60. w Kotlinie Jeleniogórskiej działały kopalnie uranu. Kopalnie zlikwidowano, ale ludności pozostawiono pamiątkę w postaci radonu. - Kiedy na tych ziemiach nic nie budowano ani ich nie drążono, radon wytrącał się powoli. Jednak ostatnio, na skutek różnego rodzaju ruchów geologicznych, ruszył jak lawina - wyjaśnia doktor Tadeusz Przylipski z Zakładu Geologii Politechniki Wrocławskiej. 
Radon wżarł się w glebę, wniknął do wód gruntowych, zadomowił się w studniach i popłynął w kranach mieszkańców Kowar, Jeleniej Góry, Świeradowa-Zdroju, Szklarskiej Poręby, Wojcieszyc, Piechowic, Karpacza, Janowic Wielkich i wielu innych miejscowości. W niektórych piwnicach promieniowanie wyniosło 2837,9 bekereli, czyli więcej niż dopuszczają to przyjęte wskaźniki (w budynkach oddanych do użytku przed 1998 rokiem dopuszcza się 400 bekereli, a w budynkach po 1998 - 200 bekereli). 
Radon (222 Rn o liczbie atomowej 96) jako produkt rozpadu uranu nie ma zapachu, smaku ani koloru. Chociaż uchodzi za największe źródło promieniowania naturalnego na kuli ziemskiej, na świecie naukowcy dawno już uznali go za gaz zdradliwy. - Podejrzewa się, że może powodować raka płuc i białaczkę - podkreśla profesor Szczylik. 
- Bagatelizowanie wpływu radonu na zdrowie to zbrodnia. Osoby odpowiedzialne za to powinny pójść do więzienia - uważa doktor Zbigniew Hałat, specjalista od wody w Centrum Ochrony Medycznej Konsumenta w Warszawie. 
W Polsce jednak złą opinię o radonie potwierdzają jedynie naukowcy. Urzędnicy wiedzą swoje i powtarzają komunikaty w stylu: "Radon nie powoduje negatywnych skutków dla zdrowia ludzi". 
Ale skutki są. Z danych demograficznych, na które powołuje się doktor Hałat, wynika, że w rejonie jeleniogórskim zachorowalność na nowotwory jest większa niż w innych rejonach Polski. 


20 tysięcy zgonów 
Zawarty w wodzie pitnej gaz ulatnia się nawet pod wpływem kilkuminutowego prysznicu czy podczas gotowania wody na herbatę. - Ci ludzie wdychają radon non stop - mówi doktor Hałat. 
Według starych przepisów dotyczących wód leczniczych, zawartość już 74 bekereli na metr sześcienny w wodzie kwalifikuje ją jako wodę radoczynną, którą można przyjmować jedynie pod ścisłą kontrolą lekarza. W kranach w rejonie jeleniogórskim płynie woda zawierająca ponad 100 bekereli (pod wpływem wrzenia czy wypuszczania w powietrze, np. pod prysznicem, pojawia się stężenie ponad 1000 bekereli!). I w przeciwieństwie do wody podawanej w uzdrowiskach, ludzie gotują ją codziennie, bez ograniczeń i kontroli lekarskiej - na herbatę, zupę, kaszkę dla dzieci... 
Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska oraz naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych już dawno uznali, że należy przeprowadzać wnikliwe badania na temat radonu. Sugerują, że limit radonu w wodzie nie powinien przekraczać 11 bekereli na litr. Według amerykańskich danych, radon przyczynia się do 20 tysięcy zgonów na nowotwory w ciągu roku! Rakotwórczość radonu potwierdza także Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem. Co gorsza, według Agencji, na radonową rakotwórczość dwa razy bardziej są narażone dzieci. 
W Polsce oficjalnie zagrożenia nie ma. Są za to chore dzieci. 10-letnia Sylwia Prokop z Janowic Wielkich do grudnia ubiegłego roku była zdrową, dobrze rozwijającą się dziewczynką. W grudniu zachorowała na chłoniaka. Przeszła kilkumiesięczną, bolesną chemioterapię. 


Za sianie niepokoju 
Była badana w Jeleniej Górze i we Wrocławiu. Lekarze nie wykluczyli, że główną przyczyną choroby dziewczynki może być radon. Bo tego w mieszkaniu państwa Prokopów nie brakuje. 
- Wszystko przez tę wodę. Gdyby wójt mnie posłuchał i już dawno zgodził się na zamontowanie specjalnego urządzenia do odradoniowania wody, może Sylwia byłaby zdrowa. Ale wójt się nie zgodził, bo jego zdaniem takie urządzenie jest zbędne - żali się Grzegorz Prokop, tata dziewczynki. 
W gminie Janowice Wielkie mieszkają cztery tysiące osób. Wszyscy korzystają z ujęcia wody Miedzianka P-4. Wybudowano je w 1997 roku na bazie nieczynnej od lat kopalni uranu. Zdaniem mieszkańców, wbrew zaleceniom geologicznym. - Wójt odrzucił projekt i przepchnął swój, w którym o radonie nie było ani słowa - dodaje Sobolewski. 
- Bo radonu w wodzie nie ma. Została przebadana na sto tysięcy sposobów. Chyba nikt w Polsce nie ma takiej wody jak my - twierdzi Krystyna Borzakowska, sekretarz gminy Janowice Wielkie. 
Ci, którzy walczyli o zdrowie swoje i swoich dzieci, zostali wyśmiani, a niektórzy wręcz oskarżeni o "sianie niepokoju społecznego". 
- A jeśli nie ma żadnego zagrożenia, to po co do licha montować jakieś drogie urządzenie? Lepiej przeznaczyć je na remont dachów czy dróg - dodaje Daniela Bereźnicka, kierownik referatu gospodarki komunalnej i mieszkaniowej. 
Zagrożenia nie widzą ani Powiatowy Inspektor Sanitarny, ani Wojewódzki Inspektor Sanitarny we Wrocławiu. Wszyscy dostali alarmujące wyniki badań z PZH, ale wszyscy uważają, że nie należy brać ich pod uwagę, bo były... wyrywkowe. 
Podobnie władze i służby wypowiadają się na temat innych miejscowości z okolic Jeleniej Góry. 
- U nas zagrożenia nie ma - podkreśla inżynier Józef Wierżyłło, prezes wodociągów miejskich w Jeleniej Górze. - Mamy sześć ujęć wody, z czego dwa znajdują się na naszym terenie, a reszta na terenach prywatnych. Państwowa Agencja Atomistyki przeprowadza badania pod kątem skażenia i wyniki są dobre. 
Profesor Szczylik, doktor Hałat i wielu innych naukowców uważa jednak, że służby lekceważą ryzyko radonowe, a zalecenia w stylu: długiego gotowania wody czy częstego wietrzenia mieszkań są śmieszne. A takie właśnie zalecenia doradza m.in. sam PZH: "Przelewanie wody, przetrzymywanie jej czy gotowanie powoduje znaczne zmniejszanie się stężenia radonu". Z tym, że nawet takie zalecenia spoczywają w biurkach urzędników. 


Strach i panika 
Prokop na własny koszt przebadał powietrze w łazience. Wyszło 200-300 bekereli na metr sześcienny, czyli tyle, ile zakłada dopuszczalna norma. Ale tak było tylko przy zakręconych kranach. Wystarczyło odkręcić, żeby wskaźniki zaczęły rosnąć jak szalone. Po dziesięciu minutach (tyle mniej więcej trwa prysznic) wynik wzrósł do ponad 1000 bekereli na metr sześcienny. Przy pięciu osobach, a tyle właśnie liczy rodzina Prokopów, dawka radonu w łazience wynosi 5 tysięcy bekereli. Kiedy zwrócił się z prośbą o wyjaśnienie sprawy do Państwowego Zakładu Higieny, Ministerstwa Zdrowia oraz Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, dostał odpowiedź, że przecież radon jest gazem szlachetnym, a przez to nie może nikomu szkodzić. 
Bekerele to jednostka radioaktywności. Liczbę pochłoniętego promieniowania przez organizm żywy wyraża się w siwertach (Sv). 
 
- Najgorsze jest to, że gaz trzeba usuwać mechanicznie, ponieważ jest ciężki i kumuluje się na dole - dodaje Ryszard Sobolewski, mieszkaniec Janowic Wielkich. 
Świadomi ryzyka są jedynie na razie mieszkańcy Janowic. W pozostałych miejscowościach ludzie nawet nie wiedzą, że przeprowadzane były jakiekolwiek badania. - Jezu kochany, a co to takiego ten radon? Przecież woda jest dobra 
- zastanawia się Bronisława Kluska, mieszkanka Jeleniej Góry. W kamienicy, w której mieszka, stężenie radonu w ujęciu wody pitnej wyniosło ponad 500 bekereli (50 razy ponad amerykańską normę). - Chyba dobra... - dodaje ze strachem w oczach. - Dlaczego nikt nas nie poinformował o badaniach?! 
Podobne przerażenie informacja o badaniach wzbudziła wśród mieszkańców Kromnowa koło Wojcieszyc. Tam wprawdzie od kilku dni wody w studniach nie ma, bo była susza, ale ludzie zaczęli się bać. - Zostanie pić deszczówkę. Nigdy się u nas nie mówiło o jakimś skażeniu! Boże, przecież od tego można mieć raka! - denerwuje się Genowefa Wieczorek, mieszkanka wsi. 
Doktor Przylipski z Zakładu Geologii Politechniki Wrocławskiej twierdzi, że fakt, iż władze nie informowały ludności o zagrożeniu, to skandal. 
- Bez względu na to, czy radon rzeczywiście jest mniej czy bardziej szkodliwy dla zdrowia, o ryzyku należy mówić otwarcie, a nie utajniać. 
Jednoznacznych norm dotyczących zawartości radonu w wodzie nie ma. Jedyne istniejące wskaźniki dotyczące stężeń substancji promieniotwórczych dotyczą wód butelkowanych. 
- Nie ma takiej potrzeby - uważa doktor Krzysztof Pachocki z Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. - Na całym świecie nie istnieją normy dotyczące wody pitnej, są jedynie zalecenia. 
Podobnie wypowiada się Piotr Demczuk z Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu. Alarmujące badania, które tak przeraziły wojskowego konsultanta profesora Szczylika, przeprowadzone były w latach 1998-1999 na terenie Kotliny Jeleniogórskiej. Przeprowadzał je warszawski PZH przy współudziale ówczesnej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Jeleniej Górze. 
Wyniki dostali wszyscy. Mimo to nikt nie uznał, że należy ostrzec ludność i nakazać lokalnym władzom jakiekolwiek środki bezpieczeństwa. Chociażby zamontowanie w ujęciach wody specjalnych urządzeń. °eby radon wytrącał się jeszcze w źródle, a nie w łazienkach mieszkańców. 
- Nie ma polskich przepisów mówiących o normach czy wskaźnikach stężenia radonu w wodzie - powtarza Piotr Demczuk z wrocławskiego sanepidu. - Poza tym muszę przyznać, że pomiary były przeprowadzane dość chaotycznie. 


Radon pominięty 
Chaotycznie czy nie, ale nawet w tych badaniach PZH zaleca zastosowanie specjalnych metod w celu pozbycia się radonu. Metodę przepuszczania powietrza przez warstwę wody, co ma spowodować usunięcie większości radonu zaleca m.in. Departament Nauk o Środowisku Naturalnym i Inżynierii Uniwersytetu Północna Karolina. W Stanach Zjednoczonych, w instalacjach domowych zaleca się przepuszczanie wody przez urządzenia zawierające granulowany węgiel aktywowany, który ma niemal w stu procentach wytrącić radon. W Polsce nikt takich urządzeń nie montuje. 
W grudniu ubiegłego roku weszło w życie rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia dotyczące jakości wody pitnej, wrzucające do jednego worka wszystkie izotopy promieniotwórcze i ustalające jeden wskaźnik dopuszczalnych stu bekereli na litr. 
- Ale nie wiadomo do końca, o jakie izotopy chodzi - wyjaśnia Jan Piskło z Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Poza tym jeden z zapisów mówi, że nawet przekroczenie owego wskaźnika nie dyskwalifikuje wody, lecz wskazuje na bardziej szczegółową obserwację. 
Zdaniem doktora Hałata, polska woda z kranu nie jest badana przez służby kontrolne na obecność co najmniej sześciu substancji rakotwórczych, uznanych w Europie za groźne dla zdrowia. 
Jeszcze inaczej wynika z zarządzenia Państwowej Agencji Atomistyki z 1988 roku - przy rocznym spożyciu wody stężenie radonu nie powinno przekroczyć 10 bekereli na litr. W nowym prawie atomowym radon został pominięty.
Jelenia Góra - 314 bekereli 
Szklarska Poręba - 1654 bekereli 
Świeradów-Zdrój - 438 bekereli 
Kromnów - 271 bekereli 
Proszowa - 903 bekerele
Brytyjczycy i Amerykanie od wielu lat systematycznie badają stężenie radonu w pomieszczeniach oraz wodach gruntowych. Ciekawe, co by powiedzieli na wyniki z Polski, gdzie w niektórych miejscach dawka jest wielokrotnie przekroczona. 
U nas norm nie ma, ale są zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Zgodnie z nimi dopuszczalna dawka pochłoniętego przez organizm żywy promieniowania, a więc także radonu, pochodząca z wody pitnej, wynosi 0,1 milisiwerta (mSv) na rok. Dawka ta zakłada, że jedna osoba spożywa dwa litry wody na dobę. - W polskim rozporządzeniu zapisano jednak, że dawka 0,1 mSv radonu nie dotyczy - dodaje Piskło. Do tego radon jest wchłaniany przede wszystkim drogą oddechową. 

Lepiej siedzieć cicho 
Zofia Siedlasz mieszka w czteropiętrowej kamienicy na obrzeżu Jeleniej Góry. Od wielu lat trzyma klucze do wspólnego ujęcia wody, z którego korzystają wszyscy mieszkańcy. Nie miała pojęcia o jakichkolwiek badaniach wody pod kątem radonu. 
- Tyle lat tu mieszkam, ale nigdy nie mówiło się o jakiejś radioaktywności - mówi kobieta. 
- Jakby było jakieś ryzyko, to przecież by nas powiadomili. Prawda? - dodaje z nadzieją w głosie. 
Niestety, osoby, które ośmielają się publicznie mówić o ewentualnej szkodliwości radonu, uznawane są w Polsce za wariatów. Służby wychodzą bowiem z założenia, że jeśli nie ma norm, to nie ma również ich przekroczenia. Po co więc wzbudzać niepotrzebną panikę wśród ludności. 
- Ludzie mają prawo do informacji. I nie można im go zabierać - dodaje doktor Przylipski. - Zwłaszcza jeśli ta informacja może w jakimkolwiek stopniu wpłynąć na ich samopoczucie. 
A jeśli radon trafi na podatne podłoże, na przykład na osobę, która ma genetyczne predyspozycje do zachorowania na chorobę nowotworową, to wówczas defekt powstały w wyniku napromieniowania przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Poza układem oddechowym, limfatycznym, radon atakuje również mózg i mięśnie. 
Zdaniem doktora Hałata, już dawno w rejonie jeleniogórskim zaobserwowano zwiększoną zachorowalność na nowotwory. - Uznano jednak, że dotyczy to głównie górników z dawnych kopalni uranu, którzy w pewnym czasie zawyżyli statystyki. 
A to górnicy byli pierwszymi ofiarami radonu. 
- Mimo że już wtedy były dowody na szkodliwe działanie radonu, sprawę zbagatelizowano - uważa magister Jerzy Dorda z Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. 
Radon to nie jedyne zło, na jakie narażeni są mieszkańcy Kotliny. Bo radon rozpada się m.in. na atakujący układ oddechowy bizmut, ołów, polon i cząstki alfa. Osadzają się w stu procentach w oskrzelach i krtani, powodując schorzenia dróg oddechowych, a w konsekwencji - raka płuc i krtani. Szczególnie działają na młode organizmy. 
Ale nawet to nie jest w stanie przekonać urzędników. Państwowa Agencja Atomistyki uspokaja: zagrożenia nie ma. - Nie przekroczono norm, ponieważ takowe nie istnieją. A to, że w jednej miejscowości są mniejsze dawki, a w innych większe 
- zależy wyłącznie od uwarunkowań geologicznych - mówi Andrzej Merta, dyrektor departamentu bezpieczeństwa jądrowego i radiacyjnego Państwowej Agencji Atomistyki. - Być może trzeba byłoby badać wcześniej tereny pod kątem stężenia radonu, zanim wybuduje się tam domy, ale trzeba wziąć pod uwagę, że tam już mieszkają ludzie. 
Zdaniem doktora Hałata, urzędnikom zależy na spokoju, ponieważ wybuch paniki naraziłby ich na sporo pracy i wydatków. - Specjalistyczne i systematyczne badania kosztują, a nikt nie będzie na to wykładał z własnej kieszeni. 
Dobrze, że pracownicy warszawskiego PZH chociaż przyznają, że wyniki potwierdzają hipotezę, iż obszar Pogórza Sudeckiego, w tym obszar Jeleniej Góry, jest terenem o podwyższonym stężeniu radonu. W innych częściach kraju, m.in. na Pojezierzu Mazurskim, w okolicach Gdańska czy w województwie mazowieckim stężenie radonu nie przekracza kilku bekereli. 
Wydaje się, że ostatnią szansą dla pół miliona mieszkańców Kotliny Jeleniogórskiej jest Unia Europejska, której przepisy nakażą polskim urzędnikom ustalenie konkretnych norm dla radonu. 
http://halat.pl/radon.html






I jeszcze fragment strony http://chemfan.pg.gda.pl/Publikacje/Radon.html



Zagrożenie człowieka

Na początek zdajmy sobie sprawę ze szkód jakich dokonać może w naszym organizmie promieniowaine jonizujące. Promieniowanie to przechodząc przez materię powoduje w wyniku zderzeń z elektronami materii rozbijanie molekuł chemicznych, pobudzenie molekuł i atomów tworzących te molekuły, wybijanie elektronów z atomów, czyli jonizację. W rezultacie wzdłuż drogi cząsteczki promieniowania powstaje "pas zniszczeń". Bardzo ważnym rodzajem uszkodzeń są zmiany w chromosomowym DNA. Niektóre uszkodzenia mogą być usunięte dzięki działaniu mechanizmów samo naprawczych komórki, ale pozostałe szkody mogą pociągnąć za sobą groźne dla człowieka skutki. 
Oczywiście wywołany efekt zależy od rodzaju i energii cząsteczek. Cząstki alfa są dwudziestokrotnie bardziej szkodliwe dla organizmu niż cząstki gamma, a kilkunastokrotnie bardziej niż cząstki beta o tej samej energii. jest to spowodowane tym, że praktycznie wszystkie cząstki alfa są pochłaniane przez organizm, natomiast część cząstek beta i gamma przenika przez ciało nie wyrządzając szkody. 
Skutki pochłonięcia dawki promieniowania jonizującego dzielimy na stochastyczne i niestochastyczne. Skutki stochastyczne to takie, w których efekt naświetlenia nie zależy wprost od pochłoniętej dawki, a jej wielkość wpływa jedynie na prawdopodobieństwo zachorowania. Nie oznacza to wcale, że zachorują osoby najmocniej napromieniowane - chociaż mają one na to największą szansę. Do typowych przykładów skutków stochastycznych należą nowotwory: białaczka oraz rak. Tak więc wysokie stężenie radonu w mieszkaniu znacznie zwiększa napromieniowanie, a to pociąga za sobą wzrost ryzyka powstania nowotworu. 
Skutki stochastyczne są niemożliwe do przewidzenia. Można jedynie statystycznie oszacować zagrożenie, lecz i to napotyka na ogromne trudności z dwóch powodów. Po pierwsze omawiane skutki są długoczasowe i mogą pozostawać nieujawnione przez dziesięciolecia. Liczba zarejestrowanych białaczek po ekspozycji na promieniowanie jonizujące narasta stopniowo, osiągając maksimum po około 5 latach, a następnie maleje. Nowotwory w postaci guzów pojawiają się dopiero 10 do 30 lat po naświetleniu. Po drugie, nie można odróżnić nowotworu wywołanego substancjami chemicznymi lub innymi czynnikami od tych wywołanych przez promieniowanie jonizujące, a w szczególności przez promieniowanie radonu i jego pochodnych. Mimo to próbuje się prowadzić oszacowania. 
Dane o skutkach napromieniowania pochodzą z badań ludzi narażonych na pochłonięcie dużej dawki. Są to:
  • pozostali przy życiu z Hiroszimy i Nagasaki. Promieniotwórcza dawka dochodzi tu do 5 Sv i została spowodowana głównie promieniowaniem gamma,
  • pacjenci korzystający z radioterapii. Średnia dawka wynosi aż 3,8 Sv,
  • ludzie narażeni zawodowo na promieniowanie, przykładowo górnicy w kopalniach uranu. Dostarczają oni najwięcej informacji o efektach działania promieniowania alfa na ludzi.
Wszystkie te osoby otrzymały stosunkowo duże dawki. Wykonuje się również badania ludzi mieszkających na terenach naturalnie wysokiej promieniotwórczości, pochłaniających dawki rzędu 10 mSv. Aby oszacować zagrożenie człowieka w zależności od różnego stopnia napromieniowania ekstrapoluje się otrzymane wyniki badań.
Tabela 6. Ryzyko raka płuc w zależności
od średniego stężenia radonu w domu.

stężenie Rn Bq/m3ryzyko choroby %
ogółempalącyniepalący
200,310,1
1001,550,5
2003,0101,0
4006,0202,0
Wysokie stężenie radonu i jego pochodnych powoduje zwiększenie ryzyka zachorowalności na nowotwory, a szczególnie na raka płuc. 
Jak widać, ryzyko choroby jest wprost proporcjonalne do średniego stężenia radonu. Ryzyko człowieka palącego jest dziesięciokrotnie wyższe niż niepalącego, co powodowane jest substancjami rakotwórczymi zawartymi w tytoniu. Dla ludzi, którzy palą lub mieszkają z palącymi i żyją w domach o wysokim stężeniu radonu niebezpieczeństwo jest wyjątkowo wysokie. Ostatnie badania wskazują, że efekty palenia sprzęgają się z napromieniowaniem, powodując zwiększenie zagrożenia nowotworem. 
Szacuje się, że rocznie w Stanach Zjednoczonych około 10 tys. zgonów na raka płuc powodowanych jest oddziaływaniem radonu. Jeden nowotwór płuc na 20 jest wywołany przez promieniowanie pochodzące od tego gazu. Czy to dużo czy mało? Prawdopodobieństwo śmierci w ogniu lub podczas wypadku w domu jest mniej więcej podobne do szansy śmierci spowodowanej przeciętną dawką pochłanianą przez człowieka, a pochodzącą od radonu. Ryzyko śmierci w wypadku samochodowym wynosi około 2%, tyle samo ile prawdopodobieństwo raka płuc grożącego człowiekowi mieszkającemu w domu o stężeniu radonu około 300 Bq/m3. Ponadto okazuje się, że radon jest potencjalnie znacznie groźniejszy od wszelkich trujących substancji chemicznych, gdyż powoduje kilkaset razy więcej wypadków śmiertelnych. Azbest, znany jako silny środek kancerogenny (rakotwórczy), powoduje 10 razy mniej zgonów niż radon. Powyższe przykłady pokazują niebezpieczeństwo spowodowane radioizotopem 222Rn na tle innych zagrożeń człowieka. Dla ludzi żyjących w budynkach o wysokim stężeniu radonu jest ono znaczne. Dla porównania, człowiek mieszkający w domu o stężeniu radonu powyżej 7400 Bq/m3 otrzymuje rocznie dawkę, zasadniczo równoważną dawce pochłoniętej przez ludzi ewakuowanych z najbliższej okolicy Czarnobyla w 1986 roku po wypadku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza